REKLAMA


 

REKLAMA


 

Encyklopedia Staropolska Trzaski, Everta i Michalskiego  to jedna z pozycji, którą opracował Aleksander Brückner – nasz ostatni polihistor,  czyli encyklopedysta Encyklopedia Staropolska Trzaski, Everta i Michalskiego to jedna z pozycji, którą opracował Aleksander Brückner – nasz ostatni polihistor, czyli encyklopedysta Jakub Ostałowski

Badaczy historii i literatury łączy przede wszystkim dążenie do poszukiwania prawdziwych znaczeń zjawisk i pojęć. Temu celowi są skłonni poświęcić się bez reszty


Tazbir_Janusz

Autorem tekstu jest Janusz Tazbir
Polska Akademia Nauk, Warszawa
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.  

 

Prof. dr hab. Janusz Tazbir jest członkiem rzeczywistym PAN, historykiem z Instytutu Historii
im. Tadeusza Manteuffla PAN, badaczem kultury i ruchów religijnych w Polsce w XVI i XVII wieku.
 

 

 


„Namiętność, słabość, chorobliwa mania, skłonność, żyłka, przyzwyczajenie” – aż tyle synonimów słowa „pasja” wymienia Słownik Języka Polskiego wydany w początkach ubiegłego stulecia. Słownik... pod redakcją Witolda Jana Doroszewskiego, którego kolejne tomy ukazywały się w latach 1958–1969, jest bardziej powściągliwy: tłumaczy „pasję” jako „wielkie, namiętne przejęcie się czymś; zamiłowanie do czegoś”. Istotnie, słowo to jest często używane w kontekście określenia sposobów spędzania wolnego czasu czy też osobistych zainteresowań. W kontekście religijno-kościelnym oznacza zaś mękę, cierpienie. Może jednak również oznaczać złość.

 

Co łączy szewców i badaczy?

 

Istnieje takie bogactwo zawodów rzemieślniczych, nadal uprawianych i już zapomnianych, że aż dziw bierze, iż to właśnie szewca miałaby ogarniać pasja. Jeśli sięgniemy do „Nowej Księgi przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich” (pod redakcją Juliana Krzyżanowskiego) to pod odpowiednim hasłem znajdziemy mnóstwo cytatów zaczerpniętych z różnych półek naszej literatury – od najwyższych (S. Żeromski, W. Reymont) poczynając, poprzez średnie (M. Bałucki, K. Makuszyński), aż do tych, na których stoją dzieła autorów dziś niezaszczycanych wznowieniami. Przywołajmy choćby tak często cytowanego Boya: „Ciotka na to w pasji szewskiej / Znów ten łajdak Przybyszewski”. Bo przecież nie Krasiński zaraził był swą niechęcią naszą literaturę listem do Delfiny Potockiej, w którym skarżył się na grubiaństwo warszawskiego mistrza dratwy i kopyta. Natchnienie nie mogło też spłynąć z obrazu wiszącego w Muzeum Narodowym w Warszawie „Szewski poniedziałek”, na którym zarówno majster, jak i jego czeladnik oddają się słodkiemu lenistwu. Jego autor Wacław Koniuszko po prostu na sto lat przed ukazaniem się Słownika Witolda Doroszewskiego zilustrował jego tłumaczenie: „szewski poniedziałek” to „próżnowanie, niezgłoszenie się do pracy w poniedziałek”. Daremnie szukałem wyjaśnienia tej minizagadki w różnego rodzaju uczonych kompendiach, choć, jak wynika z pracowicie sporządzanych bibliografii, zarówno świat ptasi w „Balladynie” jak i meble w powieściach Orzeszkowej doczekały się już osobnych, wcale nie takich cienkich opracowań. Podobnie jak i tytuł pracy „Dzieje polskiego upiora przed wystąpieniem Mickiewicza”, z którego tak chętnie naśmiewają się humaniści – poza oczywiście badaczami dziejów literatury, którzy wysoko sobie cenią dorobek Mariana Szyjkowskiego.

 

Nie będę też wkraczał na zdradliwą ścieżkę karkołomnych hipotez, choć sam Adam Mickiewicz w przypisach do „Pana Tadeusza” jak najpoważniej tłumaczy zwrot „wyrwał się jak Filip z konopi”, wyjaśniając, iż mowa tu o niezbyt mądrym pośle Filipie „z dziedzicznej wsi Konopie”. Tymczasem w staropolszczyźnie zająca nazywano filipem. Po cóż zresztą tak daleko sięgać, jeśli w wydanej w roku 1968 antologii kontrreformacyjnej satyry obyczajowej czytamy, iż zwrot „rzezać się w koszu” oznacza „poddawać kastracji w obozie tatarskim”. W istocie anonimowy autor miał na myśli próbę, jakiej poddawano domniemaną czarownicę. Dawano jej nóż i umieszczano w koszu, zawieszanym na drzewie, rosnącym nad rzeką. Jeśli już miała dość tej niewygodnej pozycji, to mogła po prostu przeciąć sznur. Wówczas wpadała do wody: utonięcie oznaczało jej bezsporną winę.

 

Na pozór odbiegłem daleko od tematu, ale tylko na pozór, albowiem tego rodzaju błędy z prawdziwą pasją od wielu już lat tropią i piętnują prof. Henryk Markiewicz na łamach „Dekady Literackiej” i dr Adam Wierciński w „Indeksie”, czasopiśmie, które wydaje Uniwersytet Opolski. Ale powiedzmy sobie szczerze: ile osób czyta systematycznie oba te, cenne, ale małonakładowe periodyki? Celem moich uwag nie jest wszakże mnożenie anegdot naukowych, ale wzięcie w obronę pasji, zanim zostanie wyparta, podobnie jak wiele innych, przez termin „hobby”. Jak na razie nie uwzględniają go nasze encyklopedie, niebawem wszakże do nich trafi uwolniony z rezerwatu, któremu na imię „słownik wyrazów obcych”. Co prawda znajdziemy pasję w Słowniku Etymologicznym Aleksandra Brücknera, ale nasz ostatni polihistor, czyli encyklopedysta, na czoło wybija kościelne pojmowanie tego terminu. Wskazawszy na jego romański łacińsko-włoski rodowód, nie odmawia sobie przyjemności poinformowania czytelnika, iż pasja to namiętność, złość, furia. W związku z tak wysoce nieprzychylną opinią uważam niejako za swój zawodowy obowiązek wzięcia pasji w obronę.

 

Wakacje? Tylko w archiwach!

 

W świecie naukowym od dawna krąży anegdota o pewnym wybitnym historyku, żyjącym w ubiegłym stuleciu, któremu w tym samym niemal czasie przepadł rękopis (jedyny!) jego dzieła i zmarła ukochana małżonka. Kiedy mu z racji jej zgonu składano kondolencję, miał odpowiedzieć: „istotnie to wielka strata. I do tego zmarła mi żona”. Trudno i darmo: bez prawdziwej pasji nie powstanie żadne dzieło naukowe. Zapomniany już dziś gruntownie historyk literatury Julian Bartoszewicz mieszkał w Warszawie, przy placu Zamkowym. Na który ponoć nigdy nie wyjrzał, bo po prostu nie stało mu na to czasu. Brückner, zamieszkały na stale w Berlinie, zrezygnował z nagrody literackiej miasta Łodzi (1930), choć wynosiła ona aż 10 tys. złotych, co wówczas było ogromną kwotą. Fundatorom odpisał, że woli z niej zrezygnować, aniżeli tracić czas na przyjazd do Łodzi. „Mam silne podejrzenie, że najgłębsze wzruszenie pięknem przyrody przeżył Brückner, bawiąc… w »Popiołach« Żeromskiego” – pisał krytyk literacki Stefan Kołaczewski w pełnych zresztą sentymentu wspomnieniach o nim. Jego wyjazdy wakacyjne do Lwowa, Krakowa, Wilna i Kórnika trwały czasem i po kilka tygodni, ale spędzał je niemal wyłącznie w tamtejszych bibliotekach i archiwach. Podobny tryb życia może dzisiaj wydać się wielu młodym humanistom czystym dziwactwem, ale samej nauce przynosiło obfity, w znacznej mierze do dziś dnia aktualny, plon. Świadczą o tym liczne wznowienia prac samotnika z Berlina. Podobno ktoś, kto bardzo lubi swoją pracę, będzie umierał z przeświadczeniem, iż przez całe życie nic nie robił. I odwrotnie: nieszczęściem dla państwa okazywał się monarcha, którego prawdziwą pasją było nie panowanie, ale zgoła inne zajęcia. Stanisław August Poniatowski lubił zajmować się sztuką i literaturą. Bez wątpienia był najlepszym ministrem kultury w całych naszych dziejach. Były to pasje, które w XVI stuleciu nadałyby mu przydomek Wielkiego. Natomiast dość nieudolnie spełniał swoje najważniejsze obowiązki, mianowicie obronę niepodległości Rzeczypospolitej. Z kolei panujący równolegle we Francji Ludwik bardzo lubił majsterkowanie. Jan Baszkiewicz pisze, iż gdyby zgilotynowany monarcha przyszedł na świat w jakiejś ubogiej rodzinie rzemieślniczej, zostałby wysoko cenionym zegarmistrzem lub ślusarzem. Natomiast uporanie się z rewolucją przerastało jego możliwości. Stąd w dzienniku Ludwika XVI tak często powtarza się słowo rien (nic), i to nawet pod datą 14 lipca 1789 r. A znaczy to po prostu, iż w dniu zburzenia Bastylii król nie miał zupełnie czasu na swoją pasję, czyli wyjazd na łowy.

 

Z pasją na manowcach

 

W dzisiejszym świecie naukowym stało się modne stwierdzenie, iż kocha się wszelkiego rodzaju kwerendy i lekturę prac kolegów, natomiast nie cierpi samej sztuki pisania. Brückner jedno i drugie uprawiał z pasją. Złośliwi koledzy, a któż ich nie ma, utrzymywali, że w rzadkich wolnych chwilach pisywał recenzje teatralne oraz bryki dla szkół, które bibliografie jego prac omijały potem zawstydzonym łukiem. Potrafił się przyznawać do popełnionych błędów, ale i trwać przy niektórych tezach z uporem godnym lepszej sprawy. Gorący zwolennik poglądu o wielkopolskiej kolebce literackiej polszczyzny starł się polemicznie z Kazimierzem Nitschem, który obstawał za Małopolską. I to tak ostro, że po latach ten ostatni napisze, iż Brückner szkodził nauce polskiej, na co dał dowody. „Pytano, czy Brückner był dobrym Polakiem. Dobrym Polakiem może, ale nie dobrym lingwistą”. Złośliwi utrzymywali, że tak naprawdę głównym przedmiotem sporu było pochodzenie słowa pchła, któremu autor „Dziejów kultury polskiej” tak wiele miejsca poświęcił w swoim Słowniku Etymologicznym.

„Szewski poniedziałek” Wacława Koniuszki. Tytułowe sformułowanie oznacza – jak tłumaczy w swoim słowniku Witold Doroszewski – „próżnowanie, niezgłoszenie się do pracy w poniedziałek”. Fot. Muzeum Narodowe w Warszawie 

Pasja może wszakże prowadzić czasem na manowce. Historycy od dawna już zauważyli, iż autorzy biografii po pewnym czasie naukowe podejście do swych bohaterów zamieniają na czysto emocjonalny stosunek. Przykłady można mnożyć, nawet jeśli pominiemy nazwiska zawodowych popularyzatorów wiedzy z równą beztroską (i niekompetencją!) zajmujących się postaciami z różnych wieków. Niedawno otrzymałem do recenzji wewnętrznej (niektóre oficyny wydawnicze jeszcze uprawiają tę dziś archaiczną kategorię!) pracę o Marii Kazimierze Sobieskiej. W przedmowie ze zdumieniem przeczytałem, iż są bardzo cenne przychylne studia na temat „Marysieńki”. Są i krytyczne, ale i w nich można czasem coś interesującego znaleźć. Innej polskiej królowej obszerną, czterotomową pracę poświęcił znakomity skądinąd badacz Władysław Pociecha. Choć w sumie liczy ona aż ponad 1700 stron, to i tak nie obejmuje całości żywota Bony Sforzy. Otóż z każdej niemal stronicy z tej pracy wyziera miłość autora do jedynej Włoszki na polskim tronie. Podobnie też Ksawery Pruszyński nie dostrzega żadnej plamy na portrecie Aleksandra Wielkopolskiego. Inna sprawa, że jego książka to z pasją napisana obrona ugodowej polityki wobec ZSRR, prowadzonej przez Stanisława Mikołajczyka jako premiera rządu polskiego na emigracji. Pod wspólnym parasolem, któremu na imię pasja publicystyczna, znaleźli się niecierpiący Stanisława Augusta Poniatowskiego Karol Zbyszewski i wielbiący go Stanisław Mackiewicz oraz Józef Hen.

 

Słowa, które ukrywają,słowa, które ujawniają

 

Z pasją godną podziwu była pisana znaczna część powieści historycznych, które ukazywały się w dawnym Związku Radzieckim oraz w latach Polski Ludowej. Zawierały one obraz nader aktualnej problematyki rzutowanej w odległą nieraz przeszłość. Gdzież indziej znajdujemy tak plastycznie ukazane rozterki i cierpienia „postępowych katolików” (czytaj zwolenników Bolesława Piaseckiego i PAX-u) jak właśnie w „Niezwyciężonej armadzie” Jana Dobraczyńskiego (1960), traktującej pozornie o inwazji floty hiszpańskiej na Wyspy Brytyjskie (1588). Kto sobie pozwolił na tak krytyczną ocenę rewolucji (oczywiście francuskiej) jak Tadeusz Łopalewski w „Zatańczmy w karmaniolę” (1973). Kto tak otwarcie zdobył się jeszcze przed Sołżenicynem na tak ostre potępienie dyktatury w dobie terroru jak radzieccy autorzy powieści o Iwanie Groźnym: procesy polityczne i zeznania wymuszone torturami łatwiej było przedstawić na XVI-wiecznych przykładach niż na współczesnych autorom tych powieści wydarzeniach.

 

Pasja bywa niebezpieczna, kiedy przechodzi w agresję i posługuje się słownictwem, jakiego ongiś używano tylko pod budką z piwem. Gdzie podziały się te czasy, kiedy do słów nieprzyzwoitych zaliczano nawet takie wyrażenia jak „jasna cholera” czy „świństwo” (jeszcze Boy-Żeleński pisząc je, używał tylko pierwszej litery, resztę wykropkowując: ś…..). A gdy pruderyjny „Czas” skreślił mu w felietonach z Paryża słowo „dziwka,” pisarz wytoczył organowi konserwatystów głośny proces. Wbrew często powtarzanym obawom przed inwazją angielszczyzny to nie ona, lecz wulgaryzacja języka zagraża naszej mowie ojczystej. Wynika zaś to właśnie z pasji, którą ogarnięci niektórzy politycy przekraczają granice dobrego smaku i politycznej poprawności. Jak dobrą anegdotę zwykło się przytaczać eufemizmy wielkiej damy polskiej socjologii Marii Ossowskiej, która wsławiła się ongiś stwierdzeniem: „wówczas mu zarzucił, iż jego matka uprawiała erotykę za pieniądze”. Dziś przerywnikiem pozwalającym na chwilę namysłu stało się słowo „kurwa” oraz jemu pochodne. I nie ma większego znaczenia fakt, czy pada ono w pasji, czy też w normalnej rozmowie dwóch wyglądających z pozoru kulturalnie osobników.

 

Słowem, pasja posiada różne oblicza i należy w nią wpadać jedynie w ostateczności. Co nie znaczy, że sam w nią nie wpadam kiedy czytam (słucham) różne bzdury upowszechniane przez massmedia. Ale już La Rochefoucald przestrzegał, iż „niczego nie udziela się tak hojnie jak rad”.

 

 


Academia nr 3 (35) 2013

Oceń artykuł
(0 głosujących)

Tematy

agrofizyka antropologia kultury antropologia społeczna archeologia archeometalurgia architektura Arctowski arteterapia astrofizyka astronomia badania interdyscyplinarne behawioryzm biochemia biologia biologia antaktyki biologia płci biotechnologia roślin borelioza botanika chemia chemia bioorganiczna chemia fizyczna chemia spożywcza cywilizacja demografia edukacja ekologia ekologia morza ekonomia energia odnawialna etnolingwistyka etnomuzykologia etyka ewolucja fale grawitacyjne farmakologia filozofia finansowanie nauki fizyka fizyka jądrowa gender genetyka geochemia środowiska geoekologia geofizyka geologia geologia planetarna geoturystyka grafen historia historia idei historia literatury historia nauki historia sztuki humanistyka hydrogeologia hydrologia informatyka informatyka teoretyczna internet inżynieria materiałowa język językoznawstwo klimatologia kobieta w nauce komunikacja kosmologia kryptografia kryptologia kulinaria kultoznawstwo kultura lingwistyka literatura matematyka medycyna migracje mikrobiologia mineralogia mniejszości etniczne mniejszości narodowe modelowanie procesów geologicznych muzykologia mykologia nauka obywatelska neurobiologia neuropsychologia nowe członkinie PAN 2017 ochrona przyrody orientalistyka ornitologia paleobiologia paleontologia palinologia parazytologia PIASt politologia polityka społeczna polska na biegunach prawo protonoterapia psychologia psychologia zwierząt Puszcza Białowieska robotyka rozmowa „Academii” seksualność smog socjologia szczepienia sztuka technologia wieś w obiektywie wulkanologia zastosowania zdrowie zoologia zwierzęta źródła energii żywienie

Komentarze

O serwisie

Serwis naukowy prowadzony przez zespół magazynu Academia PAN.Academia Zapraszamy do przysyłania informacji o badaniach, aktualnie realizowanych projektach naukowych oraz imprezach popularyzujących naukę.

 

Dla użytkowników: Regulamin

Pliki cookies

Informujemy, że używamy ciasteczek (plików cookies) w celu gromadzenia danych statystycznych, emisji reklam oraz prawidłowego funkcjonowania niektórych elementów serwisu. Pliki te mogą być umieszczane na Państwa urządzeniach służących do odczytu stron, a korzystając z naszego serwisu wyrażacie Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Więcej informacji o celu używania i zmianie ustawień ciasteczek w przeglądarce: TUTAJ

Wydanie elektroniczne

Kontakt

  • pisz:

    Redakcja serwisu online
    Academia. Magazyn Polskiej Akademii Nauk
    PKiN, pl. Defilad 1, pok. 2110
    (XXI piętro)
    00-901 Warszawa

  • dzwoń:

    tel./fax (+48 22) 182 66 61 (62)

  • ślij:

    e-mail: academia@pan.pl